23 grudnia 2019

Recenzja filmu "Kod Dedala"

Dzisiaj nietypowo, bo na moim blogu znajdziecie recenzję filmu, a nie książki. W sobotę 7 grudnia miałam możliwość obejrzenia projekcji filmu przedpremierowo. Recenzję napisałam już dawno, ale z powodu choroby małego ogłaszam ją dopiero dzisiaj.

 Zapraszam!





"Kod Dedala" tytuł dla mnie całkowicie nieznany, ponieważ nie chodzę do kina, więc nie miałam możliwości zobaczenia wcześniej trailera. Dzięki temu nie wiedziałam zupełnie czego się mogę spodziewać.

Film inspirowany jest kulisami wydania "Inferno" Dana Browna. Myślę, że nawet jeśli ktoś nie czytał książek autora to zna jego nazwisko.


O czym jest fabuła?


Zastanawiałeś się kiedyś jak pracują tłumacze książek? Czy to jest lekka praca w zaciszu domowym? Czy wiąże się ona z jakimkolwiek stresem?

Po obejrzeniu filmu "Kod Dedala" na pewno spojrzysz inaczej na zawód tłumacza.

Wydawcy nowej książki Dana Browna wpadają na genialny ich zdaniem pomysł jak uniknąć piractwa i wycieku książki przed premierą do sieci. Jedynym ich zagrożeniem są tak naprawdę tłumacze, którzy dostają gotowy tekst i pracują nad nim w swoim ojczystym języku. Dlatego zamykają w odosobnionym miejscu 11 tłumaczy z pięciu europejskich krajów takich jak: Francja, Niemcy, Hiszpania, Brazylia i Włochy. Wyobrażacie sobie taką sytuację? Być zamkniętym prawie 3 miesiące w pozbawionej okien piwnicy, co prawda luksusowej, ale niestety niedostępnej dla świata?

Takiej właśnie pracy podejmują się tłumacze, nie do końca się spodziewając jak to będzie wyglądało. Zostają zamknięci w luksusowym bunkrze, siedzą w ławkach jak w szkole, nie mogą korzystać ze swoich telefonów, czy laptopów,  tylko ze słowników papierowych...Jest tylko jeden komputer z dostępem do Internetu, który jest ściśle kontrolowany. Pracować muszą przez 7 dni w tygodniu, co najmniej do ósmej wieczorem.

Czy tak wygląda praca marzeń? Chyba nie do końca, bo przecież każdy z nas ceni sobie wolność i praca w takich warunkach to niemalże więzienie.  A jeśli dodać do tego uzbrojonych strażników? Jak się można domyśleć taka sytuacja zaczyna budzić frustracje i stres.

Mimo takich rygorystycznych zasad fragment książki zostaje opublikowany w sieci i cieszy się ogromnym powodzeniem. Kto jest zdrajcą? Wydawca szaleje i szuka winnego, ale nie tylko on, bo sytuacja nagle staje się bardzo nieciekawa dla wszystkich tłumaczy.




Moje odczucia po obejrzeniu?


Nie oglądam za dużo filmów, bo do tej pory wolałam książki, ewentualnie seriale. Po obejrzeniu "Kodu Dedala" zastanawiam się, czy coś mnie w życiu nie omija... Jedyne co najpierw mi z lekka przeszkadzało, to język francuski, do którego zupełnie nie jestem przyzwyczajona. Ale jak już się do niego przyzwyczaiłam to muszę przyznać, że ma to swój urok. 

Jeśli nudzą cię przesłodzone komedie świąteczne, chodzenie z dziećmi na kolejną odsłonę Krainy Lodu, to idź na dobre kino, które trzyma w napięciu, a przede wszystkim mega zaskakuje. Nie chodzi mi tylko o finał całego filmu, ale przede wszystkim o zaskoczenia w fabule. Jest i mrocznie, jest tajemniczo, mamy wyścig z czasem... Jednak to co najbardziej mnie urzekło to fakt, że mimo tego, że film jest z lekka ponury to momentami cała sala wybuchała śmiechem. 

Po ukazaniu się napisów w kinie powstała cisza... a po niej oklaski. Naprawdę niezłe kino trzymające w napięciu. Polecam!!!





Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję Wydawnictwu Albatros i Best Film,

Tytuł: Kod Dedala
Tytuł oryginalny: Les traducteurs
Reżyseria: Regis Roinsard
Czas trwania: 105 minut

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że do mnie wpadłeś. Jeśli masz ochotę to zostaw komentarz.
Zapraszam na mojego Facebooka, gdzie organizuję konkursy oraz na Instagrama, na którym zamieszczam zdjęcia książek i nie tylko.