152/2017
Jak zobaczyłam, że wyszła nowa książka pani Miszczuk to nie mogłam się doczekać kiedy chwycę ją w swoje łapki.
Jak zobaczyłam, że wyszła nowa książka pani Miszczuk to nie mogłam się doczekać kiedy chwycę ją w swoje łapki.
Do tej pory czytałam jej dwie książki:
"Druga szansa" - pamiętam, że wypożyczyłam tę pozycję z biblioteki tak bez przekonania, opis historii jakoś mnie nie zachęcał, ale zaryzykowałam, bo lubię odkrywać nowych dla mnie autorów. Myślałam, że to nie mój klimat, akcja dzieje się w szpitalu psychiatrycznym, ale wsiąkłam w tę historię. I mimo bardzo wielu książek już po TEJ, pamiętam historię i moje emocje jak ją czytałam. A działo się działo, czytałam nocami, jak dzieci spały, było mroczno, strasznie, na film na podstawie książki nikt mnie nie namówi :)
"Pustułka" - też była wciągająca, do końca nie odgadłam kto jest mordercą i o co tak naprawdę chodzi. Dobra obyczajówka w trupami w tle.
Ale wracając do meritum. Z tyłu książki mamy napisane: "Ponure korytarze szpitalnego oddziału psychiatrii i niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela." Spodziewałam się książki przyprawiającej o gęsią skórkę i taką właśnie dostałam.