Na książkę Aleksandry Tyl czekałam od jakiegoś czasu. Autorka urzekła mnie swoim talentem literackim przy okazji książek z serii o porach roku w tytule. Mogę napisać tylko tyle: wolę czekać rok na jedną TAKĄ powieść niż przeczytać cztery książki jednej autorki wydawane w ciągu jednego roku, o których zapomnę zaraz po przeczytaniu.
Jestem zachwycona. Książka przypomina mi stylem ukochaną przeze mnie Lucindę Riley. "Cudze chwalicie - swojego nie znacie". Otóż nie - od dziś zacznę polecać "Wschody i zachody słońca" dla wielbicielek powieści obyczajowych. Ta historia to prawdziwy majstersztyk literacki!